Czego nie znajdziesz w święconce innych regionów Polski

Różnica między święconką ze Śląska, z Kaszub i z Podhala siedzi w trzech miejscach koszyka: w mięsie, w cieście i w tym, czy obok wędliny kładzie się rybę albo ser. Jajka, sól, chleb i chrzan powtarzają się wszędzie, a samo błogosławieństwo ma w każdym regionie ten sam porządek — ksiądz nie zmienia formuły przy żadnym stole. Zmienia się tylko wypełnienie tych trzech slotów i po nim najszybciej poznaje się, skąd koszyk pochodzi.

Stoję przy stole i rozkładam dwa koszyki obok siebie, na desce, na płasko. Serweta idzie na bok, bo pod serwetą widać tylko kształt. Zostają rzędy rzeczy: mój koszyk z jednej strony, cudzy z drugiej, przywieziony z drugiego końca Polski. Jajka. Sól w maleńkiej solniczce. Kawałek chleba. Chrzan. Te cztery rzeczy są w obu identyczne. I potem dochodzę do trzech miejsc, w których oba koszyki przestają być tym samym koszykiem.

Mięso leży najciężej i mówi najwięcej

Środek koszyka to zawsze mięso, bo ma najwięcej ciężaru i zajmuje najwięcej miejsca. W centralnej Polsce widuję kiełbasę albo szynkę, często jedno i drugie, czasem plaster schabu zawinięty w papier. Na Śląsku kiełbasa jest punktem stałym, a obok niej stoi chrzan — nie ten ze słoiczka, tylko przecierany w domu, taki, że aż szczypie w oczy, kiedy ktoś zdejmuje pokrywkę.

W górach, na Podhalu i w Beskidach, obok szynki potrafi wylądować oscypek, czasem cały, czasem przekrojony, albo bryndza w małej miseczce. Nie zastępuje mięsa. Leży obok, tak jak na co dzień leży obok chleba na desce.

Na Kaszubach i w ogóle nad morzem do koszyka wchodzi ryba. Wędzona, najczęściej w całości, z łbem i ogonem, zawinięta w papier, żeby nie tłuszczyła serwety. I znów: nie zamiast kiełbasy, tylko razem z nią.

To rozróżnienie jest ważne, bo pierwszy odruch przy porównywaniu święconek jest taki, żeby szukać zamienników. A tu prawie nigdy nie ma zamienników. Jest dokładanie.

Ciasto to miejsce, w którym Śląsk wyłamuje się najwyraźniej

W środkowej Polsce w tym slocie stoi babka — w papierowej foremce albo upieczona w formie z kominem, przekrojona, posypana cukrem. Gdzieś z boku baranek, z masła albo z cukru, odlany w formie. Cały standardowy zestaw siedmiu rzeczy wygląda tu bardzo podobnie w kolejnych domach: jajko, chleb, sól, chrzan, wędlina, babka, baranek.

Na Śląsku w miejsce babki wchodzi kołocz. Płaski placek drożdżowy z kruszonką na wierzchu, cięty w kwadraty, bo w całości nie ułożyłby się w koszyku. Kto pierwszy raz widzi święconkę śląską, ten szuka babki i jej nie znajduje — i to jest dokładnie ten moment, w którym koszyk mówi, skąd jest, bez pytania kogokolwiek.

Ryba i ser: element, którego nikt nie musi wkładać

Trzeci slot jest ciekawszy od dwóch pierwszych z innego powodu. Mięso i ciasto są wszędzie, tylko w innej wersji — różnią się tym, co jest w środku. Ryba i ser są dodatkiem, którego nikt nie nakazuje, i właśnie dlatego najlepiej zdradzają region. Wędzona ryba na Kaszubach. Oscypek albo bryndza pod Tatrami. W środkowej Polsce zwykle nic z tych rzeczy, ewentualnie odrobina twarogu, ale bez przesady.

Chrzan jest wszędzie, choć nie zawsze sam

Chrzan przechodzi przez cały kraj i jest chyba najbardziej stałym elementem koszyka po jajku. Ale w wielu domach obok niego staje ćwikła z buraka, a czasem zajmuje jego miejsce — gęsta, słodka, w małym słoiku z zakrętką. Nie jest to podział regionalny w żadnym sensie. To raczej kwestia tego, co kto lubi jeść z jajkiem o siódmej rano, i czy w rodzinie został ktoś, kto przeciera chrzan sam.

Zauważam przy tym jedną prawidłowość: im mniejszy koszyk, tym bardziej chrzan i ćwikła idą w parze. W dużym koszyku zwykle jest miejsce na jedno i drugie osobno.

Skąd te różnice, jeśli obrzęd jest jeden

Nie chodzi o przepisy religijne. Kolejność święcenia jest wszędzie ta sama, a lista rzeczy nie jest nigdzie narzucona — kościół nie wymienia, czy ma być babka, czy kołocz. Różnice biorą się z tego, co w gospodarstwie zostało pod koniec zimy. Wędliny z ostatniego świniobicia. Jajka, które przez zimę były jednym z niewielu świeżych białek. Ciasto z mąki, która jeszcze leżała w worku w spiżarce. Ryba tam, gdzie była woda i wędzarnia. Ser tam, gdzie trzymało się owce.

Kiedy się to zobaczy, mapa przestaje być listą regionów, a staje się listą zapasów. I wtedy łatwiej zrozumieć, dlaczego w święconce z Kaszub jest ryba — nie dlatego, że ktoś tak ustalił, ale dlatego, że ryba była najbliżej.

Jak czytać własny koszyk

Kiedy więc stoisz nad swoim koszykiem, policz sloty, a nie rzeczy. Jajko, sól i chleb odłóż na bok, one nic nie mówią. Popatrz na mięso, potem na ciasto, a na końcu na to, co leży obok wędliny.

Babka — jesteś w tym dużym środku, w którym mieści się większość Polski. Kołocz z kruszonką — Śląsk. Wędzona ryba przy kiełbasie — wybrzeże. Oscypek albo bryndza — góry. Jeśli w koszyku nie ma ani ryby, ani sera, to też jest odpowiedź, i to najczęstsza.

Jest jednak jedno ale, i mówię to po tym, jak wiele takich koszyków rozłożyłam i rozłożyłem na deskach. Ta mapa nie jest sztywna. Ludzie się przeprowadzają i razem z nimi wędruje jeden slot — najczęściej ten ciasta, bo babcia piekła kołocz i córka piecze kołocz, choć od trzydziestu lat mieszka w innym województwie. Znam domy na Kaszubach, gdzie w koszyku stoi babka, i domy na Śląsku, gdzie ktoś dokłada wędzoną rybę, bo tak robiła jego rodzina. Nikt tego nie uważa za zdradę. Koszyk się po prostu aktualizuje.

Dlatego najciekawsze pytanie przy wielkanocnym stole nie brzmi „skąd jesteś”, tylko „co masz w trzecim slocie”. Odpowiedź zwykle ciągnie za sobą historię dłuższą niż sama Wielkanoc.

O autorze

To sąsiedzka grupa kucharzy domowych, którzy dzielą się sprawdzonymi sposobami na pierogi, zakwas, sernik, ciasta drożdżowe i codzienne polskie dania. W ich kuchniach liczy się smak, powtarzalność i zwykłe składniki.

Poznaj nas
Po Sąsiedzku