Żurek nie będzie tłusty, jeśli wywar ugotujesz inaczej

Żurek wychodzi tłusty nie od zakwasu i nie od śmietany, tylko od wywaru. Jeśli żeberka, wędzonka i biała kiełbasa gotowały się razem w jednym garnku, który mocno wrzał, tłuszcz rozbił się na drobne kropelki i związał z zawiesiną — a takiej emulsji nie rozdzieli już żadne sito. Działająca kolejność jest odwrotna do intuicji: najpierw długo prowadzony wywar, z którego przez pierwsze pół godziny zbiera się szumowiny, potem biała kiełbasa w osobnym garnku trzymana w okolicy 90 stopni, a na samym końcu zakwas, wlany do garnka zdjętego z ognia. Kiełbasa wraca do zupy w plasterkach po zakwasie, na ostatnie minuty.

Żurek nie będzie tłusty, jeśli wywar ugotujesz inaczej

Stoję obok ciebie przy palniku. Trzecia godzina, w garnku ledwo drga powierzchnia — ani jednego bulgotu — a ja mam w prawej ręce łyżkę cedzakową, w lewej miskę z zimną wodą, do której ją opłukuję między jednym zbiorem a drugim. Szumowiny spływają na brzeg miski i wyglądają jak szary kożuch. Przez pierwsze pół godziny nie robię nic więcej: stoję i zdejmuję to, co wypłynęło.

Na dnie leżą trzy, cztery kawałki żeberek na jakieś trzy litry wody — nie więcej, bo wywar ma być lekki, nie mięsny — i obok jeden kawałek wędzonki. Z niej bierze się dymna nuta żurku, nie z kiełbasy. Kiełbasa daje mięso, wędzonka daje zapach, i to rozdzielenie warto zapamiętać, bo wróci przy doprawianiu zupy na końcu.

Wywar prowadzony, nie gotowany

Wodę zalewam zimną, wrzucam żeberka i wędzonkę, dorzucam dwa liście laurowe i kilka kulek ziela angielskiego. Ustawiam gaz tak, żeby po pół godzinie na powierzchni pojawiały się pojedyncze bąbelki przy ściance, a nie taniec w całym garnku. Pokrywka uchylona, bo pod szczelnym przykryciem wywar nie ma jak oddać pary i wszystko wrze mocniej, niż myślisz.

To jest cała różnica między wywarem klarownym a mętnym. Nie chodzi o gatunek mięsa ani o cudowne dodatki, tylko o to, czy woda kiedykolwiek zaczęła się naprawdę gotować. Mocne wrzenie rozrywa białko na drobiny, te drobiny już nigdy nie wypłyną na powierzchnię, a tłuszcz, który się z nimi związał, zostaje w płynie na stałe. Nie da się tego później odkręcić ani sitkiem, ani łyżką.

Po dwóch, trzech godzinach wywar przecedzam przez sito wyłożone gazą. Odstawiam do wystudzenia, a potem do chłodu — najlepiej na noc. Rano na powierzchni leży płat zastygniętego tłuszczu, który zdejmuję łyżką w dwóch ruchach. To jest ten moment, w którym żurek przestaje być tłusty, i dzieje się to na długo przed tym, zanim w kuchni pojawi się zakwas.

Kiełbasa w osobnym garnku

Białą kiełbasę wkładam do drugiego garnka i zalewam wodą tak, żeby była przykryta. Wstawiam na gaz i pilnuję jednej rzeczy: żeby woda ani razu nie zaczęła bulgotać. Termometr kuchenny pokazuje wtedy coś między 85 a 92 stopniami. Bez termometru da się to poznać po dźwięku — woda szumi, jakby ktoś sączył gaz, ale nie słychać tego równego „bul, bul” z dna. Na powierzchni zbierają się drobne bąbelki przy ściankach, para unosi się cienko, a skórka kiełbasy napina się i błyszczy, ale nie pęka.

Kiełbasy nie nakłuwam. Nakłucie brzmi jak rozsądek, a jest zaproszeniem dla tłuszczu: przez dziurkę wypływa to, co miało zostać w środku, i ląduje dokładnie tam, gdzie nie chcesz. Jeśli woda zaczyna wrzeć, zdejmuję garnek z ognia na minutę i wracam z nim na mniejszy palnik. Gotowanie „na oko” tu nie działa, bo różnica między 90 a 100 stopniami to różnica między kiełbasą jędrną a rozpadającą się osłonką i tłustą wodą.

Ile to trwa? U mnie zwykle kilkanaście minut, do momentu, gdy kiełbasa wyraźnie stwardnieje, a po przekrojeniu nie ma w środku różowego, surowego rdzenia. Wyjmuję ją na deskę i studzę.

Co za to płacisz

Uczciwie: osobny garnek to dodatkowe naczynie do zmycia i mniej smaku przechodzącego z kiełbasy do wywaru. Ten smak da się odzyskać i to bez tłuszczu — po podgotowaniu kiełbasy woda w garnku jest wciąż stosunkowo chuda, bo przy 90 stopniach niewiele tłuszczu z niej wyciekło. Dodaję więc choćby chochlę tej wody do wywaru, żeby zupa miała wyraz, a resztę zostawiam, gdy trzeba rozrzedzić zbyt gęsty żurek.

Drugi koszt jest taki, że jeśli lubisz żurek mętny i zawiesisty — a niektórzy lubią, na przykład gdy zakwas wlewa się nieprzecedzony — to całe to klarowanie traci sens. Wtedy lepiej obrać inną drogę i nie robić z tego problemu. Wybierz, jaką zupę chcesz mieć w misce, i prowadź wywar pod tę decyzję.

Zakwas wchodzi na wyłączonym ogniu

Zakwas przecedzam przez sito, najczęściej dwa razy. Wlewam go do wywaru, który właśnie zdjąłem z palnika, albo trzymam garnek na najmniejszym ogniu, takim, przy którym powierzchnia ledwo drga. Po zakwasie zupa nie może już mocno się zagotować. Jeśli zacznie bulgotać, kwaskowatość staje się płaska i krótka, a gdy w żurku jest śmietana, przy mocnym wrzeniu zupa potrafi się zwarzyć.

Dopiero teraz sól, majeranek rozcierany w dłoni, czosnek przeciśnięty z odrobiną soli. Dopiero teraz kiełbasa w plasterkach — grubych, ale nie za grubych, bo mają się przegrzać, a nie rozgotować. Zostawiam żurek na kilka minut na wyłączonym ogniu, żeby wszystko się przegryzło, i to jest moment, w którym można go podać.

Suszony grzyb i chrzan

Do wywaru wrzucam czasem jeden suszony grzyb, namoczony wcześniej w wodzie, którą potem przelewam przez sitko do garnka. Grzyb daje głębię, leśną nutę i poczucie, że zupa jest gęstsza w smaku, niż jest w istocie — i nie dokłada ani kropli kwasu. Podobnie łyżka chrzanu, wmieszana pod sam koniec: dodaje ostrości i ciepła, ale nie zmienia kwasowości. Kwas ma jedno źródło i dobrze, żeby tak zostało, bo inaczej żurek smakuje jak kilka zup naraz.

Kiedy jest już za późno

Jeśli kiełbasa rozpadła się w wywarze, emulsji nie cofniesz. Możesz ją złagodzić: wystudź zupę, wstaw do chłodu na noc, zdejmij z wierzchu zastygły tłuszcz, przelej przez gazę i nalewaj z góry, nie mieszając dna. Wyjdzie z tego żurek lekko mętny, ale znośny. Zupełnie klarownego już nie zrobisz i lepiej to przyjąć, niż dolewać octu albo mleka w nadziei na cud.

Jeśli żurek wyszedł za kwaśny, nie podsypuję cukrem w ciemno. Rozcieńczam go wywarem albo wodą spod kiełbasy, dolewając po chochli i próbując. Cukier zakwas maskuje, a nie znosi, i po przełknięciu zostaje po nim dziwny, słodki osad w smaku.

Na koniec zostaje już tylko miska: połówka jajka ugotowanego na twardo, kilka plasterków kiełbasy, łyżka żurku znad dna, jeśli lubisz gęstsze. I to, co robiłeś przez pierwsze pół godziny przy palniku, jest w tym smaku naprawdę — choć nigdy się o tym nie mówi.

O autorze

To sąsiedzka grupa kucharzy domowych, którzy dzielą się sprawdzonymi sposobami na pierogi, zakwas, sernik, ciasta drożdżowe i codzienne polskie dania. W ich kuchniach liczy się smak, powtarzalność i zwykłe składniki.

Poznaj nas
Po Sąsiedzku